poniedziałek, 10 września 2012
Zastanawiam sie co robie nie tak? Czy ja naprawde jestem taka zla? taka niewdzieczna.
SZP gdybys mnie szanowal i ufal mi - mowilabym Ci o moim zmartwieniach, pragnieniach, marzeniach.
A ja? zamykam sie w sobie. Nie mowie Ci nic.
Gdy placze Ciebie to nie rusza.... a ja mam ochote wykrzyczec calemu swiatu jak mi zle.
Rozumiesz?
jest mi zle....
SZP gdybys mnie szanowal i ufal mi - mowilabym Ci o moim zmartwieniach, pragnieniach, marzeniach.
A ja? zamykam sie w sobie. Nie mowie Ci nic.
Gdy placze Ciebie to nie rusza.... a ja mam ochote wykrzyczec calemu swiatu jak mi zle.
Rozumiesz?
środa, 5 września 2012
Szanowny Pan ma w sobie wielki tupet.
Wiecie jestem z siebie dumna, ze nic od niego nie biore.
On chce obsypywac mnie prezentami.
Ale sluchajcie jak to sie konczy, jak to w ogole wyglada:
Mowi: kupie ci telefon bo bardziej bedzie mi sie oplaca, rozne promocje itp. itd. na co ja: nie che, nie potrzebuje, moj jest sprawny w 100% ( w glebi duszy - kurde fajnie by bylo bo ten to juz staruch jakich malo- jeden z pierwszych modeli, ale wychowano mnie tak, ze takich drogich prezentow nie moge przyjmowac) takze stanowczo odmawiam.
On naciska itp. A ja dalej swoje, z czego za 50 razem zgadzam sie ( a w myslach szalenstwo co ja robie. Baa bardziej zgadzam sie dla swietego spokoju ) Sprawa stoi w miejscu, po miesiacu nagle on dostaje olsnienia i kupuje tel. z czego z tym dla mnie to cichosza. Nic nie jest wspominiane, tylko fakt, ze on ma sobie kupic. Ja nie wymagam. I bron Boze nie chce ! Ale zaczyna mnie to wkurzac bo tak jest za kazdym razem. Najpierw obiecuje zlote gory, a pozniej siedzi cicho. Kurna niech w ogole nie zaczyna takich tematow. Bo na co to komu! A gdybym tak sie nastawila na ten telwfon? to co on wtedy by zrobil? NOrmalnie w swiecie zrobilo by mi sie smutno i bylabym zawiedziona.
I dzisiaj Pozeraczka meskich serc uknula spisek:
Zapytalam: A moze wezmiesz mi na raty ten tel? on kosztuje tylko 300 zl, dasz mi przelewy, a ja w czasie studiow bede sobie splacac, wiesz tylko na 12 miesiecy( biore kredyt studencki + alimenty to uzbiera sie z 800 zl i tyle mi wystarczy na zycie w wielkim miesci, pff jeszcze zostanie!) A Szanowny Pan do mnie z tekstem: co ?! no chyba jaja sobie robisz! zebys mnie w dlugi wciagnela ( z czego widze, ze sie smieje) ale cos mi w duszy zagralo, aby zapytac: to Ty mnie uwazasz za taka osobe? ze bylabym do tego zdolna ? :| SZP: tak. Skoro na studia Ciebie nie stac to jak mialabys oplacic sobei tel? A ja w duszy : czyli dla niego jestem biedna jak mysz koscielna. Za kazdym razem daje mi do zrozumienia
I zrobilo mi sie przykro, odwrocilam sie plecami i poszlam spac, aby zapomniec. Bo wiecie tu chodzi o to, ze jak sie kogos kocha to powinno sie go szanowac, miec szacunek i w jakis sposob wspierac(duchowo, nie finansowo- bo to jalomuzna) Tak wiec, co mam zrobic? jak on cale zycie mnie tak poniza i jemu to chyba sie nigdy nie znudzi.
Wiecie jestem z siebie dumna, ze nic od niego nie biore.
On chce obsypywac mnie prezentami.
Ale sluchajcie jak to sie konczy, jak to w ogole wyglada:
Mowi: kupie ci telefon bo bardziej bedzie mi sie oplaca, rozne promocje itp. itd. na co ja: nie che, nie potrzebuje, moj jest sprawny w 100% ( w glebi duszy - kurde fajnie by bylo bo ten to juz staruch jakich malo- jeden z pierwszych modeli, ale wychowano mnie tak, ze takich drogich prezentow nie moge przyjmowac) takze stanowczo odmawiam.
On naciska itp. A ja dalej swoje, z czego za 50 razem zgadzam sie ( a w myslach szalenstwo co ja robie. Baa bardziej zgadzam sie dla swietego spokoju ) Sprawa stoi w miejscu, po miesiacu nagle on dostaje olsnienia i kupuje tel. z czego z tym dla mnie to cichosza. Nic nie jest wspominiane, tylko fakt, ze on ma sobie kupic. Ja nie wymagam. I bron Boze nie chce ! Ale zaczyna mnie to wkurzac bo tak jest za kazdym razem. Najpierw obiecuje zlote gory, a pozniej siedzi cicho. Kurna niech w ogole nie zaczyna takich tematow. Bo na co to komu! A gdybym tak sie nastawila na ten telwfon? to co on wtedy by zrobil? NOrmalnie w swiecie zrobilo by mi sie smutno i bylabym zawiedziona.
I dzisiaj Pozeraczka meskich serc uknula spisek:
Zapytalam: A moze wezmiesz mi na raty ten tel? on kosztuje tylko 300 zl, dasz mi przelewy, a ja w czasie studiow bede sobie splacac, wiesz tylko na 12 miesiecy( biore kredyt studencki + alimenty to uzbiera sie z 800 zl i tyle mi wystarczy na zycie w wielkim miesci, pff jeszcze zostanie!) A Szanowny Pan do mnie z tekstem: co ?! no chyba jaja sobie robisz! zebys mnie w dlugi wciagnela ( z czego widze, ze sie smieje) ale cos mi w duszy zagralo, aby zapytac: to Ty mnie uwazasz za taka osobe? ze bylabym do tego zdolna ? :| SZP: tak. Skoro na studia Ciebie nie stac to jak mialabys oplacic sobei tel? A ja w duszy : czyli dla niego jestem biedna jak mysz koscielna. Za kazdym razem daje mi do zrozumienia
I zrobilo mi sie przykro, odwrocilam sie plecami i poszlam spac, aby zapomniec. Bo wiecie tu chodzi o to, ze jak sie kogos kocha to powinno sie go szanowac, miec szacunek i w jakis sposob wspierac(duchowo, nie finansowo- bo to jalomuzna) Tak wiec, co mam zrobic? jak on cale zycie mnie tak poniza i jemu to chyba sie nigdy nie znudzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)